niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Omen'a CD Golden Fallout

Westchnąłem, gdy tylko klacz znikła z mojego pola widzenia. Nie znosiłem podejmować tego typu decyzji. Pewien byłem jedynie tego, że jeśli zgodzę się będzie to miało ogromny wpływ na moje dotychczasowe życie. Nie będę już tą samotną jednostką. Moje myśli toczyły teraz wojnę, coś ciągnęło mnie, abym spróbował i dołączył do tej tajemniczej, złotej klaczy, przestał kroczyć przed siebie samotnie i w końcu zatrzymał się gdzieś. Może nie wyglądałoby to tak jak moje poprzednie "stado". Może byłaby to jedność, zaufanie i wsparcie. Parsknąłem, po czym powoli ruszyłem przed siebie - mój pesymizm szybko odpędził te myśli.

Rzuciłem się nagle przed siebie lekko odbijając od ziemi. Rozłożyłem momentalnie swoje skrzydła i z niezwykłą lekkością poszybowałem tuż nad ziemią, tak, że gdybym tylko wyprostował którąś z nóg bez problemu dotknąłby kopytem podłoża. Leciałem tak przez chwilę czując porywisty wiatr, który niósł mnie i stawał się ze mną jednością. Rozwiewał moją grzywę i mógłbym przysięgnąć, że to samo robi ze wszystkimi moimi myślami. Tylko to wyjaśniałoby tą pustkę, którą miałem w głowie ilekroć wznosiłem się na ziemię. Byłem tylko ja i wiatr. Nic więcej, nie myślałem o niczym - czułem jedynie tą niesamowitą lekkość, to mi zdecydowanie wystarczało.

Dwa machnięcia skrzydłami i byłem już wysoko nad drzewami. Popędziłem przed siebie z niezwykłą prędkością, nie wiedząc dokąd zmierzam. Nie było to jednak nic nowego. Zawisłem nad morzem kręcąc nad nim ogromne koła. Woda w nim wydawała się krystalicznie czysta, słońce już zachodziło. Nie wiem jak długo tak krążyłem, może kilka minut, może godziny. Dla mnie mogła to być i wieczność, nic mnie nie goniło. Z jednej strony widziałem klify, z drugiej natomiast dostrzegłem rzekę. Tą rzekę, o której mówiła spotkana przeze mnie klacz. Pewna myśl przeszła mi przez głowę. Momentalnie zmieniłem kierunek gwałtownie zakręcając w bok, właśnie w stronę rzeki. Czemuż by nie spróbować? Przecież i tak będę mógł w każdej chwili odejść, nic mnie nie zatrzyma. Może jednak nie pożałuję tej decyzji. Przyśpieszyłem i już po chwili znajdowałem się nad rzeką. Obserwowałem przez chwilę ruchy wody, a następnie odwróciłem wzrok szukając wspomnianego, gwałtownego zwężenia i spadku nurtu. W końcu je dostrzegłem, znacznie zwolniłem. Wciąż leciałem wzdłuż rzeki, tak jak mówiły wskazówki klaczy. Widziałem, że nurt rzeki nie jest już tak dziki jak przedtem. Był teraz spokojny, wpływał do jaskini, która musiała być właśnie tą. Dotarłem do celu - do jaskini Eventing. Wylądowałem i wszedłem do środka. Byłoby tu całkiem ciemno, gdyby nie to, że rzeczywiście wszędzie było mnóstwo świetlików, które zdawały się wręcz prowadzić mnie wgłąb jaskini. To miejsce było niesamowite, klimat, który tu panował był nie do opisania. Stukot moich kopyt roznosił się z hukiem po całym pomieszczeniu.

W końcu dostrzegłem złocistą klacz. Stanęłam w miejscu. Dzieliło nas zaledwie kilka metrów. Teraz panowała tu całkowita cisza. Wpatrywałem się w nią, a ona we mnie. Dostrzegłem w jej oczach iskierki, które zdawały się teraz błyszczeć, zapewne przez ruchy świetlików. 
-Witaj - zacząłem. Mój głos rozniósł się wraz z echem po całej jaskini. Jak zwykle nie dało się z niego wyczytać jakichkolwiek emocji - Niezwykle klimatyczne miejsce, teraz nie dziwię się, że lubisz spędzać tu czas - stwierdziłem lustrując wzrokiem to miejsce. Nie kłamałem. Mimo, że nie dało się tego po mnie stwierdzić byłem szczerze zachwycony. 

<Fallout?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz