poniedziałek, 1 września 2014

Od Suicide Calm CD Elven di Turi

Uśmiechnąłem się głupkowato. Wiedziałem, że moje zachowanie doprowadza ją do białej gorączki.
- Więc nie mów mi do cholery jak mam się zachowywać będąc klaczą. - zaryła kopytem w ziemi
- Nie mówię ci jak masz się zachowywać. Mówię ci jak NIE masz się zachowywać.
- Nie ważne - ryknęła i  przyszykowała się do szarży.
- Stój. - powiedziałem zanim rzuciła się na mnie z nienawiścią w oczach -  Jednak wiem co zrobić.
- Co? 
- No patrz. Musisz być ymm... delikatniejsza. No wiesz. Złóż skrzydła, bo to wygląda groźnie i...
- Nieee. To, to głupie jakieś.
- No weź. Złóż skrzydła i odstaw kopyto, na koniuszku. Najlepiej lewe tylne.
- Nie. To przecież jakieś debilne no. 
- Spróbuj chociaż, a może nabierzesz normalnego wyglądu - wyszczerzyłem się i popatrzyłem na nią prowokacyjnie.
Zdziwiła mnie zmiana w moim zachowaniu i niemal natychmiastowo uśmiech zniknął z mojego pyska, a ja najzwyczajniej w świecie patrzyłem na nią z chłodnym opanowaniem.  Widziałem, że toczy wewnętrzną walkę, zastanawiając się czy moje słowa nie są podstępem.

<Elven?>

Od Mell CD Sorena

Przewróciłam oczami.
-Dobrze wiedzieć...-odpowiedziałam i ruszyłam w inną stronę
Ogier był zdziwiony moją reakcją, ale nie zamierzał odpuścić...
-I teraz sobie pójdziesz tak po prostu?-zapytał
-Tak, idę NAD RZEKĘ-podkreśliłam
-Po co?
-Napić się wody...
Soren przeleciał nademną i wylądował mi przed nosem.
<Soren?>

czwartek, 28 sierpnia 2014

Od Sorena CD Chelsi

- Tu jest naprawdę przepięknie - powiedziała i weszła do wody.
- Uwielbiam tu przychodzić, niewiele jest tu piękniejszych miejsc, chyba tylko jaskinie - odpowiedziałem z uśmiechem - Cieszę się, że ci się tu podoba.
- Podoba? - zapytała - Tu jest fantastycznie!
Klacz wskoczyła do wody i w kilku susach znalazła się już na głębokości. To była mała, spokojna sadzawka, same wodospady też były mikroskopijnych rozmiarów, ale w jednym miejscu dno było dopiero trzy metry pod wodą.
Podążyłem jej śladem i skoczyłem. Pływałem przez chwilę razem z nią, po czym wpadł mi do głowy pewien pomysł. Parsknąłem cicho z przerażenia i zanurkowałem tak, jakby coś złapało mnie i ściągnęło pod powierzchnię. Otworzyłem oczy na samym dnie, a jako że woda była krystaliczna, widziałem wszystko. Klacz młuciła wystraszona nogami, rozglądała się na boki.
- Soren! Soren! - docierało do mnie zniekształcone wołanie. Machała nogami coraz mocniej w strachu przed bestią, która wciągnęła mnie pod wodę. Żaden inny koń nie potrafił nurkować. Ja jedyny, a zawdzięczałem to moim morskim przodkom. Postanowiłem, że czas się wynurzyć. Smyrnąłem przy tym nogę Chelsi, która omal nie dostała zawału.
- Bu - powiedziałem uśmiechając się do niej.

<Cheli?>

Od Elven di Turi CD. Golden Fallout

Byłam zadowolona z tego zwycięstwa, choć wiedziałam, że prawdziwa wojna dopiero się zaczęła i niejedną bitwę będę musiała jeszcze stoczyć.
Ruszyłam kłusem po czym wzbiłam się w powietrze. Zanim skręciłam w stronę klifów, ujrzałam jeszcze dwa konie idące w kierunku Heavenly. Wypowiadając wojnę Golden, będę musiała walczyć z całym Perfect Grace. I dam radę.

Dotarłam nad wodę późno. Stanowczo zbyt późno. Skrzydło nie doleczyło się całkowicie i obciążało mnie. Wylądowałam na jednej z niższych półek skalnych, tej, na którą wlewało się morze i stanęłam, wpatrzona w zachodzące słońce. Ocean był spokojny, wiosna miała się ku końcowi, w zasadzie już było lato. Ciepłe promienie muskały mi skórę, a wiatr, lekki, prawie niezauważalny gładził moje pióra.
Patrzyłam w dal, a wielki, potężny ocean obserwował mnie. Ci, ci, ci, zdawał się szeptać. Ci, ci, cichutko Elven, spokojnie mała, mówił.
Ta woda mnie znała, znała moje lęki i pragnienia. Moje sekrety. Oddając klify morze musiałoby słuchać innych, opowiedzieć o tym, co o mnie wiedziała. Nie pozwolę na to. Ocean może szeptać tylko mi, tylko ja mogę go słuchać.
Ci, ci, ci.

<Golden?>

wtorek, 26 sierpnia 2014

Od Elven di Turi CD Suicide Calm

Zdziwiło mnie to, co powiedział. Pierwszy raz usłyszałam coś takiego od kogokolwiek.
- Słucham? - zmarszczyłam się.
- Jesteś klaczą, nie powinnaś zachowywać się jak ogier - odparł tamten, nieporuszony.
Parsknęłam.
- A niby jak powinnam zachowywać się twoim zdaniem? - zapytałam - No jak?
Ogier nie poruszył się i nie odpowiedział, wpatrywał się tylko we mnie, co denerwowało mnie coraz bardziej.
Podeszłam kilka kroków.
- Posłuchaj no, ktoś, kto zajmuje takie stanowisko jak ja, panuje na klifach, cały czas narażony jest na niebezpieczeństwo, na ataki. Więc może wytłumaczysz mi, jak powinnam się zachowywać? - warknęłam.
Kary uśmiechnął się zawadiacko.
- Nie wiem, jestem ogierem.
<Suicide?>

Omen Nieobecny

 http://th00.deviantart.net/fs70/PRE/f/2013/010/b/b/commission__a_good_omen_by_halo_ghost-d5r3xl5.png
Omen jest nieobecny od dnia dzisiejszego na czas nieokreślony.
-- 
Golden Fallout

Od Chelsi CD Soren'a

-A czy możesz opowiedzieć mi coś o sobie?- Zapytał Soren.
- Moja historia jest trochę smutna.
- Oczywiście jak chcesz.
- Nie. Opowiem ci on niej.
I zaczęłam opowiadać o mojej historii.
- ... No i spotkałam Mell, która przyprowadziła mnie do stada.
- Czyli, że wychowywałaś się całkiem sama?- Zapytał.
- Tak... Cieszę się, że spotkałam Mell. Gdyby nie ona to bym cię nie poznała.
Szliśmy powoli.
- A czy pokazał byś mi jeszcze jakieś fajne miejsca.
- Pewnie... Ale może jutro?
- Oczywiście.
Zaczęło się ściemniać więc wróciliśmy do stada. Następnego dnia spotkaliśmy się i Soren zaczął mnie gdzieś prowadzić.
- To tutaj.
Pegaz zaprowadził mnie na Wodospady Heavenly.
- Znowu zaprowadziłeś mnie w piękne miejsce.
- Wiedziałem, że ci się tu spodoba.
< Soren?>

Od Suicide Calm CD Elven di Turi

Moje grzywa i ogon falował delikatnie, cały czas poruszane bryzą uderzającą od morza. Klacz przyglądała mi się badawczo, a w jej oczach widoczna była wzgarda i zimna nienawiść. Czułem, że mimo iż zna mnie tylko z tego pobieżnego dialogu, czuje do mnie odrazę.
- Nie chcę walczyć - powtórzyłem rozkładając skrzydła by je rozprostować.
- A czego innego chce pegaz który przychodzi na moje klify? - warknęła
- Już dostatecznie wyartykułowałaś, że to twój teren - powiedziałem spokojnie - I możesz mieć pewność, że nie zamierzam walczyć z  klaczą. Zwłaszcza o coś co do niej należy.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie będziesz walczył z klaczą? - syknęła, z agresją, schylając głowę i wyciągając szyję.
- To, że jesteś z klaczą i zasługujesz na chociaż minimalny szacunek i względy - powiedziałem beznamiętnie 
- Nie traktuj mnie z góry - Powiedziała mrużąc oczy i prężąc się.
- Czy posiadasz chociaż za grosz wdzięku? Powinnaś być dumna, że ktoś cię szanuje. - powiedziałem wyniośle.

<Elven?>

Od Elven di Turi CD Suicide Calm

- Cholera! Szlag by was wszystkich trafił! - krzyczałam a ogier wpatrywał się we mnie co najmniej jak w ciężki przypadek psychozy, ale miałam to w głębokim poważaniu.
- Uczepiliście się jak rzep psiego ogona!! - darłam się jeszcze głośniej.
- My, czyli kto? - zapytał ogier.
- To zakichane Perfect Grace! Najpierw ten kasztan z wody, później ta Golden, jednorożka, a teraz jeszcze ty?! Mam dość jasne? Nie szukam więcej kłopotów, więc chodź, szybko skopię ci tyłek i skończmy z tym - warknęłam i pokłusowałam do niego.
Ogier stał nieporuszony, choć w ciężkim szoku.
- Ja też nie szukam zwady - powiedział tajemniczo i pochylił łeb - Nie zamierzam walczyć.

<Suicide Calm?>

Od Sorena CD Mell

Odpowiedziałem uśmiechem i wszedłem do przyjemnie chłodnej wody jeziora Calmness. Nieco zdziwiłem się na widok klaczy i jej umiejętności. Nie poznałem jej na początku, ale teraz już sobie przypominałem. To uzdrowicielka w stadzie. Nowa, dlatego sądziłem, że jej nie znam.
Stała na brzegu i wpatrywała się we mnie.
- Co tu robisz? - zapytałem wchodząc głębiej do wody. Sięgała mi już do brzucha.
- Przyszłam się napić - odparła i jakby demonstracyjnie wzięła łyk wody.
Stanąłem dęba i ruszyłem w jej stronę. Widziałem strach w jej oczach który zelżał, gdy przebiegłem obok, chlapiąc przy tym wodą jak wariat.
- Od picia są rzeki. W jeziorze można się co najwyżej pobawić - rzuciłem dziarsko i stanąłem, czekając na jej reakcję.
 
<Mell?>

Od Sorena CD Chelsi

- Wiesz, jeśli jeszcze kiedyś będziesz potrzebowała przewodnika, to daj znać - mrugnąłem okiem i puściłem jej uśmiech. Jednorożka odpowiedziała tym samym.
- Na pewno się odezwę - odparła - A tymczasem opowiedz mi coś o tym miejscu, Zupełnie nic o nim nie wiem.
Postanowiłem więc spełnić jej prośbę, bo dlaczego nie. Urodziłem się w Latere i mimo, że większość życia spędziłem w morzu, wiedziałem to i owo o tej krainie.
- Są dwa miejsca, w które nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszcza. Pustynia i klify. Poza nimi jest to raj - rozmarzyłem się. Zamachałem swoimi orlimi skrzydłami a Chelsi słuchała uważnie daleszej opowieści.
- Takim jak ty, radził bym też jednak unikać lasów północy - dodałem z powagą.
- Takim jak ja? - oburzyła się, a ja parsknąłem śmiechem.
- Jednorożcom. To las pełen drapieżców. Z kolei lasy południa, te, które ci pokazałem, to idealne miejsce dla twojej rasy. Podobnie jak wszystkie tereny rzeki Guide oraz każda z jaskiń.
Klacz słuchała mnie bardzo uważnie. Szliśmy wolnym krokiem na łąki, gdzie stado zawsze się gromadziło.
- A co z innymi końmi? - zapytała wyraźnie ciekawa.
- Tym z Perfect Grace możesz ufać. Są jak rodzina. Golden Fallout jest naprawdę dobrą przywódczynią, broni stada jak może. Ale radziłbym ci uważać na karą pegazicę z północy.
Chelsi przystanęła na chwilę. 

<Chelsi?>

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Od Mell

Położyłam się na trawie i zaczęłam tarzać. Po tym jak się wytarzałam, zauważyłam przyglądającemu się mi ogierowi. Pierw wystraszyłam się i zmieniłam kolor skóry, na zielony. Ogier podszedł do mnie, lecz nadal trzymał dystans. Nie ruszałam się, żeby mnie nie zdemaskował, a jednocześnie chciałam mu się lepiej przyjżeć. Ogier podszedł ostrożnie do mnie...Wydawał się lekko zdziwiony. Kiedy zauważyłam, że nie chce zrobić mi krzywdy wróciłam do pierwotnej postaci. Ogier odskoczył kiedy zobaczył jak nagle pojawiłam się przed jego nosem:
-Nic, Ci się nie stało?-zapytałam
-Nie...-odpowiedział przyglądając mi się
-Jestem Soren...a ty?-zapytał
-Mell...-odparłam i uśmiechnęłam się
<Soren?>

Od Chelsi

Szłam przez las stawiając nogi powoli. Nie bałam się bo byłam już przyzwyczajona do tego środowiska. Wyszłam na jakąś łąke. Nagle spotkałam jednorożca. Cieszyłam się bo to był pierwszy jednorożec, którego widziała od źrebaka.Postanowiłam do niego podejść:
- Cześć. Jestem Czelsi, a ty.
- Witaj. Miło mi ciebie poznać. Ja jestem Mell. Chodź zaprowadze cię w czadowe miejsce.
Kiedy tam dotarłyśmy byłam przestraszona bo nie wiedziałam jak mnie tam zaakceptują. Okazało się, że nie mam się czego obawiać. Wspoklątałam w niebo i zauwarzyłam, że patrzy na mnie ciemnokasztanowaty ogier o orlich skrzydłach. Nagle gwałtownie zleciał na dół. Nie wiedziałam co zrobić, byłam wręcz przestraszona i nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle on powiedział:
- Cześć jestem Soren, a ty?
- Cześć... Jestem Chelsi, ale mów mi Cheli.
- Nigdy cię nie widziałem.
- Dopiero co tu dotarłam.
- Kto cię tu przyprowadził?
- Mell.
Po tych słowach każdy z nas poszedł w iną stronę. Następnego dnia Soren podszedł do mnie i powiedział:
- Hej Cheli.
- Hej.
- Chcę zaprowadzić cię w fajne miejsce.
Okazało się, ze to Lasy Południowe.
- Podobnierz to miejsce jest chętnie odwiedzanie przez jednorożce więc pomyślałem, że może ci się tu spodoba.
- To miejsce jest przepiękne.
Po kilku minutach wróciliśmy do osady.
<Soren?>

Od Mell CD Elven di Turi

Myślała, że się mnie tak łatwo pozbędzie! Jednorożce są niezwykle upartymi stworzeniami...A Mell jest tego przykładem. Nie wiedziałam o co jej chodzi z tym "Trzymaj się z daleka od klifu" . Jak by się bała, że ja też jak Golden zwariuje na jego punkcie i stanę po stronie stada. Ja byłam bezstronna... Elven "uciekła w popłochu" bynajmniej tak to wyglądało, kiedy usłyszała szelest w lesie. To nie była Fallout, tylko jelenie idące na rykowisko. Było mi jej trochę żal, wyglądała jakby nie wytrzymywała psychicznie...w sensie, że na każdym kroku myśli, że złocista chce ją dopaść. Wiedziałam, że poleci na klif dlatego, pobiegłam najszybciej jak się da, aby być przed nią. Zdążyłam! Położyłam się w kwaity i zmieniałam swoje ubarwienie na kwieciste, tak aby nie było mnie widać.
<Elven?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Popatrzyłam na nią zszokowana. Miałam ochotę polecieć za nią i pokazać jej miejsce w szeregu, jednak w mojej głowie tkwiły jej słowa. 'Klify słuchają swej pani'. Uświadomiłam sobie, że to groźba. Uzasadniona, ale groźba. Jednak musiałam przyznać jej rację. Ona znała klify, ja nie. Znała zakamarki i wiele forteli możliwych tylko tam.

Wiedziałam, że czarna nie podda się łatwo. Atakując ją po raz pierwszy wypowiedziałam jej wojnę. A wojna nie zna litości. Jedna ulegnie, albo jedna umrze. Poddanie się to utrata godności, honoru i podeptanie dumy. Obie wolałyśmy stracić życie, niż zatracić się i ratując własny ogon zaprzedać duszę.
- Godność, honor, duma. -szepnęłam - Wybacz, ale to ja wygram i ich obronię. 

Popatrzyłam na miejsce gdzie czarna zniknęła. Zarżałam przenikliwie i pierwszy raz nasza wojna została  wypowiedziana werbalnie.

<Elven?>

niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Golden Fallout CD Omen'a

Leciałam. Moje skrzydła poruszały się niemal samoistnie i niosły mnie przed siebie. Z każdym machnięciem skrzydeł wiatr otwierał przede mną nowe wrota, powietrze uciekało nie stawiając mi żadnego oporu. Szum w moich uszach, był tak jednostajny, że tworzył nowy, wyższy poziom milczenia.

Kiedy dotarłam do spadku rzeki gwałtownie zapikowałam. Złożyłam skrzydła i pozwoliłam by pęd powietrza przytępił wszystkie zmysły. Przed rozbiciem się o szczelinę rozłożyłam skrzydła i obróciłam się bokiem, tak, że nabrana wcześniej prędkość wepchnęła mnie do jaskini. Wylądowałam.

Kiedy ułożyłam się wygodnie by odpocząć po locie, rozległ się stukot kopyt, który zerwał mnie na nogi. Jeśli to nie był Omen, to prawdopodobnie byłam martwa. Jednak zobaczyłam znajome rogi i ciemną sylwetkę. Milczeliśmy chwilę mierząc się wzrokiem, kiedy on rzekł.
-Witaj. - słychać było wyraźny zachwyt, tym miejscem. Nawet nie starał się tego kryć, jednak to nie było nic dziwnego, gdyż to miejsce działało tak na każdego.
- Witaj. Widzę, że nie tylko ja czuję urok tego miejsca.
- Tak. Rzeczywiście jest tu wspaniale. - szepnął rozglądając się
- Więc... Jaka jest twoja decyzja? - spytałam oficjalnie.

<Omen?>




Nowa członkini - Czelsi

http://hdwallpaper.freehdw.com/0005/3d-abstract_widewallpaper_white-unicorn_42625.jpg 
Czelsi
--
Wojowniczka

Od Elven di Turi CD Mell

Blizna zniknęła. Sama nie wiedziałam czy to dobrze, czy źle. Nie przeszkadzała mi. Pegazy często wdawały się w bójki, rany nie były dla nich niczym nowym, ale jednorożcowi musiała wydawać się szpetna. 
Nie podziękowałam. Może to głupio z mojej strony, ale rzadko kiedy dziękowałam komukolwiek. 
- Nie musiałaś tego robić - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ale chciałam - odparła tamta przystępując z nogi na nogę.
Chciałam coś jeszcze dodać, ale w tym momencie coś zaszeleściło w lesie. Byłam na terenie Fallout więc gdyby zaatakowała całym stadem, nie wyszłabym z tego cała. I jeszcze ten kary ogier, Omen. Wieki i silny jak czołg. Jego się obawiałam, bo kiedy był pod rozkazami złotej stawał się niebezpieczny. 
- Dobrze ci radzę, nie zbliżaj się do klifów - rzuciłam i odbiłam się od ziemi pozostawiając Mell jako maleńki punkt przy rzece, między drzewami.

<Mell?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Głośno wypuściłam powietrze i zarzuciłam szyją. Nie zamierzałam atakować. Jeszcze. Nie byłam całkiem sprawna i miałam świadomość iż potyczka może wyjść na moją niekorzyść. 
Będę czekała cierpliwie na jej potknięcie a wtedy zaatakuję. I nie będę miała już litości. 
Zobaczymy czy Perfect Grace poradzi sobie bez przywódczyni.
Tymczasem złota ze zdziwieniem oglądała jak na powrót wskakuję do małego jeziorka i pływam gdyby nigdy nic, zaśmiewając się przy tym jak rasowa psychopatka. Kiedy dopłynęłam do skałek tworzących maleńki wodospad wspięłam się na nie i stojąc na szczycie, ociekająca wodą, podczas gdy moja sierść nabrała granatowej barwy, groźna niczym burza zawołałam:
- Będziesz musiała się pogodzić z tym, że nie ty jedna sprawujesz władzę nad Latere, a klify słuchają swej pani.
Po tych słowach odeszłam spokojnie, pozostawiając Golden Fallout z wykrzywioną miną. Ale nie będzie mnie goniła. Ona też wiedziała, że to jeszcze nie ten moment.
Do czasu...

<Fallout?>

Od Omen'a CD Golden Fallout

Westchnąłem, gdy tylko klacz znikła z mojego pola widzenia. Nie znosiłem podejmować tego typu decyzji. Pewien byłem jedynie tego, że jeśli zgodzę się będzie to miało ogromny wpływ na moje dotychczasowe życie. Nie będę już tą samotną jednostką. Moje myśli toczyły teraz wojnę, coś ciągnęło mnie, abym spróbował i dołączył do tej tajemniczej, złotej klaczy, przestał kroczyć przed siebie samotnie i w końcu zatrzymał się gdzieś. Może nie wyglądałoby to tak jak moje poprzednie "stado". Może byłaby to jedność, zaufanie i wsparcie. Parsknąłem, po czym powoli ruszyłem przed siebie - mój pesymizm szybko odpędził te myśli.

Rzuciłem się nagle przed siebie lekko odbijając od ziemi. Rozłożyłem momentalnie swoje skrzydła i z niezwykłą lekkością poszybowałem tuż nad ziemią, tak, że gdybym tylko wyprostował którąś z nóg bez problemu dotknąłby kopytem podłoża. Leciałem tak przez chwilę czując porywisty wiatr, który niósł mnie i stawał się ze mną jednością. Rozwiewał moją grzywę i mógłbym przysięgnąć, że to samo robi ze wszystkimi moimi myślami. Tylko to wyjaśniałoby tą pustkę, którą miałem w głowie ilekroć wznosiłem się na ziemię. Byłem tylko ja i wiatr. Nic więcej, nie myślałem o niczym - czułem jedynie tą niesamowitą lekkość, to mi zdecydowanie wystarczało.

Dwa machnięcia skrzydłami i byłem już wysoko nad drzewami. Popędziłem przed siebie z niezwykłą prędkością, nie wiedząc dokąd zmierzam. Nie było to jednak nic nowego. Zawisłem nad morzem kręcąc nad nim ogromne koła. Woda w nim wydawała się krystalicznie czysta, słońce już zachodziło. Nie wiem jak długo tak krążyłem, może kilka minut, może godziny. Dla mnie mogła to być i wieczność, nic mnie nie goniło. Z jednej strony widziałem klify, z drugiej natomiast dostrzegłem rzekę. Tą rzekę, o której mówiła spotkana przeze mnie klacz. Pewna myśl przeszła mi przez głowę. Momentalnie zmieniłem kierunek gwałtownie zakręcając w bok, właśnie w stronę rzeki. Czemuż by nie spróbować? Przecież i tak będę mógł w każdej chwili odejść, nic mnie nie zatrzyma. Może jednak nie pożałuję tej decyzji. Przyśpieszyłem i już po chwili znajdowałem się nad rzeką. Obserwowałem przez chwilę ruchy wody, a następnie odwróciłem wzrok szukając wspomnianego, gwałtownego zwężenia i spadku nurtu. W końcu je dostrzegłem, znacznie zwolniłem. Wciąż leciałem wzdłuż rzeki, tak jak mówiły wskazówki klaczy. Widziałem, że nurt rzeki nie jest już tak dziki jak przedtem. Był teraz spokojny, wpływał do jaskini, która musiała być właśnie tą. Dotarłem do celu - do jaskini Eventing. Wylądowałem i wszedłem do środka. Byłoby tu całkiem ciemno, gdyby nie to, że rzeczywiście wszędzie było mnóstwo świetlików, które zdawały się wręcz prowadzić mnie wgłąb jaskini. To miejsce było niesamowite, klimat, który tu panował był nie do opisania. Stukot moich kopyt roznosił się z hukiem po całym pomieszczeniu.

W końcu dostrzegłem złocistą klacz. Stanęłam w miejscu. Dzieliło nas zaledwie kilka metrów. Teraz panowała tu całkowita cisza. Wpatrywałem się w nią, a ona we mnie. Dostrzegłem w jej oczach iskierki, które zdawały się teraz błyszczeć, zapewne przez ruchy świetlików. 
-Witaj - zacząłem. Mój głos rozniósł się wraz z echem po całej jaskini. Jak zwykle nie dało się z niego wyczytać jakichkolwiek emocji - Niezwykle klimatyczne miejsce, teraz nie dziwię się, że lubisz spędzać tu czas - stwierdziłem lustrując wzrokiem to miejsce. Nie kłamałem. Mimo, że nie dało się tego po mnie stwierdzić byłem szczerze zachwycony. 

<Fallout?>

Od Suicide Calm

Ostrożnie stawiałem nogi jedna, za drugą idąc, mrocznym lasem, który wydawał się być żywym stworzeniem. Wszystko poruszało się w stały zsynchronizowany sposób, dając niezrozumiałe dla nas sygnały drapieżcom, oczekującym swoich ofiar. Mój bezszelestny sposób poruszania niweczył te plany i czułem nienawiść lasu wycelowaną we mnie. Kiedy opuściłem las i wyszedłem na nasłonecznioną łąkę poczułem ulgę.
Moja połyskująca czernią i fioletem grzywa, zdawała się pochłaniać całe kolory otoczenia i oddawać je w swoim blasku.
Silnymi ruchami skrzydeł uniosłem się w powietrze i ogarniałem wzrokiem otoczenie. Kiedy zobaczyłem klify stwierdziłem iż mogę się tymczasowo osiedlić w tym miejscu. Zataczając małe kółka wylądowałem na ugiętych nogach i rozejrzałem się.
- Kim jesteś?! - usłyszałem syknięcie zza pleców.
- Mogę spytać o to samo - powiedziałem, bez odwracania się
- Nie na moim terenie.
Obkręciłem się i popatrzyłem w oczy czarnej klaczy.
- Twoim? - uniosłem brew

<Elven?>

Od Mell CD Elven di Turi

-Wiele o Tobie słyszałam- rzekłam
-O mnie?-zapytała zdziwiona i przerażona
-Na przykład co?-wtrąciła się kolejnym pytaniem
-Na przykład, to że miałaś stłuczone skrzydło po tym jak Złocista nadeptała Ci na nie, a ty się wyrywałaś. Próbowałaś lecieć, lecz wylądowałaś w wodzie i spałaś w jaskini.-opisałam krótko co robiła wczoraj
Klaczy opadła szczęka. milczała, a ja dla towarzystwa też siedziałam cicho i czekałam na jej odpowiedź.
-A możesz mi wyjawić ten sekret, jak się dowiedziałaś tego? Przecież jeszcze wczoraj nie wiedziałyśmy o swoim istnieniu!-powiedziała lekko oburzona
Klacz nie wydawała się już taka groźna. Polubiłam ją i nie przeszkadzało mi, to że ma konflikt z Golden, szanowałam jej granicę, a ona moje.
-Mylisz się, ja o twoim wiem już jakieś 3 dni, a to, że się spotkałyśmy to już sprawa losu. To żaden sekret...drzewa mi powiedziały...Opisały mi całą twoją walkę z Złotką i były nieco przerażone. Aczkolwiek ja podziwiam twoją odwagę i determinacje do zdobycia klifu...-powiedziałam jednym tchem. Klacz patrzała się we mnie jak w obrazek, zauważyłam, że ma bliznę po kopycie Fallout na skrzydle. 
-Niech Ci ta blizna nie kojarzy się z porażką. Niech.Niech Cię motywuje do dalszych działań...-rzekłam 
Podeszłam jeden krok i mój róg zaświecił. Blizna zniknęła. Nie wyglądała estetycznie na jej pięknych czarnych skrzydłach więc usunęłam ją, ale Elven Di Turi myślę, że zrozumiała o co mi chodzi...
<Elven Di Turi?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Otwarłam powoli moje czerwone z zaspania oczy i spojrzałam w niebo. Miało zupełnie inny odcień niż, gdy układałam się na łące. Było świeże, koloru lodu wrzuconego do jeziora Trouble. Do moich chrapów dotarł zapach zroszonej, wiosennej trawy.
Zrozumiałam, że całą noc spędziłam na łące i pojęłam jak bezmyślne było to z mojej strony. Czarna kipiała rządzą zemsty, a ja wystawiłam się, jakby oczekując na pożarcie. Szybko wstałam i otrzepałam się z rosy, która osiadła na mojej złotej sierści.
Udałam się nad rzekę, aby się napić i zwilżyć lekko chrapy. Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam jak czarna młóci wodę kopytami i wytrwale płynie w moją stronę.
- Co ty tu robisz? - syknęłam
- Odpoczywam. Nie widać? - wyskoczyła z wody 
- Wracaj na swoje klify, jeśli chcesz mieć skrzydła w całości i móc jeszcze kiedyś na nich polecieć. - zbliżyłam moje chrapy do jej pyska
- Czyli przyznajesz, że klify są moje?  - powiedziała wyzywająco unosząc brew
- Tak. Ale już niedługo.

<Elven?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Rano moje skrzydło miało się już dobrze, mimo że noc była dla mnie ciężka i spałam zaledwie kilka godzin. Jednak kiedy obudziłam się po raz kolejny i zauważyłam, że świta, podniosłam się błyskawicznie i wyprułam w górę. Nie miałam jednak ochoty na dłuższy lot, nie chciałam przemęczać skrzydła, które ledwo się zagoiło. Dlatego kiedy tylko wydostałam się z groty postawiłam na galop. Szerokim łukiem ominęłam jezioro i przełęczą przedostałam się przez góry. Dotarłam do Heavenly w niecałe dwie godziny. Innym koniom pokonanie tej trasy może zająć nawet do czterech, więc uznałam to za dobry wynik. Tam przystanęłam by napić się wody i ignorując drżeniu nóg weszłam do rzeki, rozłożyłam na jej powierzchni skrzydła, które unosiły mnie bez żadnego wysiłku. Tak mogłam odpoczywać godzinami. Prawie nawet zapomniałam o złotej. Prawie.
<Golden Fallout?>

sobota, 23 sierpnia 2014

Nowy Członek - Soren


Soren
--
Obrońca Przywódców

Nowy Członek - Suicide Calm

Suicide Calm
--
Dowódca Obrońców

Od Elven di Turi CD Mell

Starałam się, by mój uśmiech wyglądał na szczery. 
- Elven di Turi - przedstawiłam się i pochyliłam nisko skrzydła. Jeszcze nigdy nie widziałam jednorożca. Nie zapuszczały się one na klify.
Siwa przyglądała mi się.
- Należysz do stada? Nie widziałam cię tam nigdy - powiedziała wesoło.
Parsknęłam.
- Stada? Masz na myśli Perfect Grace? Tego śmiesznego stada Golden Fallout? 
Jednorożka wyglądała na zdziwioną i urażoną.
- Tak, a bo co? - przybrała bojową pozycję. 
Zrobiłam kilka kroków w jej stronę i zniżyłam szyję. Mell wydawała się teraz większa, ale ja sprawiałam wrażenie groźniejszej.
- Nie myl mnie z tym, proszę. Jestem jednostką samowystarczalną.
Mell nagle zdziwiła się i postawiła uczy. 
- To ty jesteś tą z klifów!
Uśmiechnęłam się tajemniczo.

<Mell?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Ułożyłam się na łące i cała wątpliwość dotycząca słuszności mojego czynu odpłynęła. Zostałam znieważona, i moja duma ucierpiała przez zdarzenie nad jeziorem. Rewanż na czarnej był kwestią obrony honoru. A godność, duma i honor to trzy największe wartości. Można upaść najniżej, przegrać każdą walkę, a i tak być wygranym mając świadomość, że dla korzyści nie zaprzedało się siebie. Staczasz się dopiero wtedy, gdy wypierasz się tych rzeczy.
Czarna była zdecydowanie przeciwnikiem, który na pierwszym miejscu stawiał te wartości i wiedziałam, że teraz jest żądna rewanżu i nie odpuści. Że będzie walczyła do końca, żeby obronić swoich wartości. I mimo iż dzieliło nas tak wiele, w tych kwestiach byłyśmy zgodne. I obie wiedziałyśmy, że jeśli jedna nie ulegnie, to jedna zginie.

<Elven?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Stałam osłupiała na klifach. Skrzydło bolało mnie jak cholera, a duma stała na trawie i ciągnęła mnie za ogon. Stanęłam dęba i uderzyłam przednimi kopytami o ziemię. Byłam wściekła. Ta złociutka jeszcze się doigra. Golden Fallout. Splunęłam. Szybko otrząsnęłam się i ignorując ból wzbiłam się w powietrze. Obrałam kierunek południowy. Leciało mi się ciężko i wolno, stanowczo zbyt wolno. Kiedy byłam zaledwie nad lasem Północnym poczułam, że nie dam rady polecieć dalej. Szybko obniżyłam lot i nisko nad ziemią straciłam panowanie. Runęłam w dół. Dosłownie. Znajdowałam się tuż nad Bordveil. Z głośnym 'chlup' wpadłam do krystalicznej wody, a moje kopyta dotknęły dna. Kiedy wygramoliłam się z wody obejrzałam moje skrzydło. Na szczęście nie było złamane, a jedynie poobijane. Mimo tego czekała mnie noc w jaskini. Do rana nie dam rady wylecieć. Czułam do oczu napływają mi łzy wściekłości, ale zamrugałam powiekami, by je ukryć. Jestem twarda.

<Golden Fallout?>

Od Mell

Przechodziłam obok wodopoju. Zaszłam na chwilkę, żeby się napić wody i tam spotkałam klacz. Postanowiłam zagadać:
-Ymmm...Cześć!-krzyknęłam
Klacz podeszła bliżej i bacznie mi się przyjżała, pierw zlustrowała mnie co wydawało się dość nie przyjemne, lecz po chwili odpowiedziała:
-Hej...
-Nazywam się Mell i jestem tutaj nowa...-odprałam 
Klacz znów bacznie mi się przyglądała, lecz po chwili na jej twarzy pojawił się lekki prawie nie zauważalny uśmiech.
-Elven Di Turi-przedstawiła się 
<Elven Di Turi?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Ta marna gnida pozwalała sobie na zbyt wiele. Mogła sobie wyobrażać, że już zawsze będzie panowała na klifach, ale ja zamierzałam pomóc jej to zaklasyfikować jako 'marzenie nie do spełnienia'
Otrzepałam się, po czym przeskakując nad mulastym brzegiem zanurzając się w zimnej, krystalicznie czystej wodzie i poczułam jak warstwa zaschniętych już błota i mułu opada z moich skrzydeł i te znowu stają się lekkie.
Dopłynęłam do brzegu i otrzepałam się. Zamachałam skrzydłami i wzniosłam się w powietrze. Lot dodawał mi otuchy susząc i rozczesując swoimi długimi palcami moją splątaną sierść, grzywę i ogon. Przelatując nad klifami zniżyłam lot i zauważyłam czarną pegacicę leżącą spokojnie na trawie.
Dostrzegłam okazję i wylądowałam przydeptując ciężkim kopytem smukłe skrzydło. Klacz wybudziła się z półsnu i krzyknęła.
- Nie szarp się bo się połamiesz - warknęłam kipiąc wściekłością
Ta jednak nie zaprzestała i próbowała wyszarpnąć się z mojego żelaznego uścisku.
- Uspokój się.
- Złaź ze mnie - sapnęła próbując wstać. Jednak byłam silna, a sen pozostawił swoje piętno, czyniąc ją słabszą, przez zaspanie.
- Nie. Jeśli jeszcze raz potraktujesz mnie w ten sposób, złamię ci kark. Albo lepiej. Skrzydła. I już nigdy nie polecisz 'Pani na Klifach'. Zrozumiałaś? - powiedziałam i kiedy spotkałam się z zerowym odzewem dodałam - Czyli tak. A teraz przestaję marnować czas i lecę odpocząć - powiedziałam schodząc z jej skrzydła i odlatując pozostawiając ją w osłupieniu.
Kiedy leciałam w stronę łąk zrozumiałam, że to co zrobiłam było bezmyślnie okrutne i do bram mojego umysły zaczęło pukać sumienie.
<Elven?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Stanęłam dęba. Muszę przyznać, że widok czarnego jak noc pegaza, stojącego na zadnich nogach, młucącego powietrze przednimi kopytami, dodatkowo bijącego "śmiesznymi" skrzydłami, przeraża każdego.
A kiedy jeszcze ten pegaz skacze i rzuca się na ciebie galopem...
Złota w panice cofnęła się i potknęła, upadając w błotniste wody jeziora. Szybko jednak się podniosła.
Parsknęłam śmiechem.
- Pani przywódczyni chyba nie radzi sobie w trudnym terenie? Uroczo.
Powiedziałam sarkastycznie tak, jak ona. Patrzyłam jak gramoli się z bagna, jak jej złota sierść staje się ciemnokasztanowata. Jak jej ogromne skrzydła stają się niezdolne do lotu pod ciężarem błota. 
Stała się bezbronna. 
Zrobiłam krok w jej stronę. Moje długie nogi doskonale sprawdzały się w takim terenie, podobnie jak skrzydła których wielkość była teraz ogromnym plusem.
- Możesz panować sobie nad całą Latere - wyszeptałam - Możesz rządzić wszystkimi końmi. Tereny od Łąk na południu, przez góry, cała Guide i plaża. Ale zapamiętaj jedno.
Stanęłam teraz tak blisko, że czułam jej ciepły oddech na skórze.
- Klifów nie dostaniesz.
Złota ruszyła na mnie. Wyskoczyła z bagna i już chciała powtórzyć swoją dawną sztuczkę - uderzyć mnie w łopatki - ale tym razem nie dałam się nabrać. Uderzyłam skrzydłami i wzniosłam się w górę. Fallout drasnęła mnie jedynie w tylną nogę. Ale to było nieważne. Ja mogłam odlecieć. Ona była uziemiona. Jeden do jednego piękna.

<Golden Fallout?>

Od Golden Fallout CD Omen'a

Przez chwilę milczałam, wsłuchując się w każdy cichy powiew wiatru jakby to on miał mi dać podpowiedź, co mam powiedzieć do ogiera.
- Odpowiesz? - spytał i przypatrzył mi się
- Tak. Myślę, że często przebywam w jaskini Eventing.
- Aha... A gdzie to właściwie jest? - spytał, lekko przekrzywiając głowę
Poruszyłam skrzydłami i ponownie je rozłożyłam.
- Widzisz tą rzekę? - kiedy potaknął kontynuowałam -To jest jedna z podziemnych grot, przez które przepływa. Idąc wzdłuż niej w pewnej chwili powinieneś zobaczyć gwałtowne zwężenie i spadek nurtu. Jieśli nadal będziesz szedł wzdłuż rzeki dojdziesz do jaskini, rozświetlonej tylko przez świetliki.To jest Eventing. Prawdopodobnie tam będę. 
Kiedy skończyłam uświadomiłam sobie jak chaotyczne było moje tłumaczenie.
- Dobrze - powiedział ze spokojem - Powiadomię cię o mojej decyzji - powiedział oficjalnie, a ja pierwszy raz potraktowana z należytym szacunkiem, poczułam się jak przywódca z prawdziwego zdarzenia, a nie wariatka próbująca założyć stado.
- Więc do zobaczenia - powiedziałam i zamachałam skrzydłami. - Uważaj na Each-Uisge
Wzbiłam się w powietrze i zataczając korkociągi oddaliłam się w stronę wspomnianej ogierowi jaskini.
<Omen?>

Od Omen'a CD Golden Fallout

Przez chwilę milczałem nie odrywacając od nieznajomej wzroku. Nie ukrywałem, iż nie wydawała się specjalnie sympatyczna. Moje wyobrażenia dotyczące przywódczyni stada uległy zmianie i w sumie wolałem rozmawiać z "poprzednią" klaczą, od której biła niepewność, a nie arogancja.
-Pozwól, że się nad tym zastanowię - mruknąłem nie zmianiając tonu, z wciąż rozłożonymi skrzydłami.
-Jak chcesz.. - rzuciła niechętnie, a następnie dodała po chwili milczenia - Ile czasu potrzebujesz?
-Sam nie wiem - odpowiedziałem nieco tajemniczo, po czym złożyłem skrzydła - Gdzie mógłbym Cię odnaleźć, gdybym się zdecydował?
Stał przede mną nie łatwy wybór. Szczerze mówiąc wcale nie widziałem siebie jaka członka stada, a jedynie jednostkę. To wszystko by zmieniło. Ale czyż nie lepiej byłoby przerwać w końcu tą bezcelową wędrówkę? A może to właśnie te miejsce było jej celem?
<Fallout?>

piątek, 22 sierpnia 2014

Od Golden Fallout CD Omen'a

Kiedy zobaczyłam, iż ogier nie ma wrogich zamiarów, wyprostowałam się i pozwoliłam moim skrzydłom leżeć przy moich bokach i lotkami lekko dotykać ziemi. Głosem z którego aż biła pewność siebie powiedziałam:
- Owszem. Chyba, że zamierzasz dołączać. - zawiesiłam na chwilę głos, pozwalając moim słowom pozostawić wydźwięk.
- Dołączać? - mruknął jakby sam do siebie.
- Tak. Do stada. No wiesz: grupa koni, hierarchia i te klimaty - powiedziałam, nadal zachowując pozycję, jednak mój ton brzmiał jakbym zwracała się do dziecka specjalnej troski.
- Domyśliłbym się. - rzucił chłodno, po czym zamilkł w zadumie.
- No co ty nie powiesz? - powiedziałam opryskliwie, odwracając głowę. 
W tej chwili na prawdę zaczęłam rozważać możliwość, zaklasyfikowania pegaza jako upośledzonego z niedołężnością o nazwie 'niewykształcony ośrodek wyczucia sakrkazmu'
<Omen?>

Od Omen'a CD Golden Fallout

Niebo miało tutaj inny odcień niż w miejscach, w których dotychczas byłem. Nie był to ten błękit, który znałem. Wiał porywisty wiatr, który rozwiewał mi grzywę, a ja kroczyłem powoli przed siebie kontynuując swoją wędrówkę donikąd. 

Zatrzymałem się chcąc chwilę odpocząć. Przystanąłem z boku i zamknąłem oczy wdychając świeże powietrze. Przerwał mi chichy dźwięk zbliżających się w moją stronę kopyt. Powoli podniosłem powieki i ujrzałem przed sobą klacz, pegaza. Miała duże, rozłożyste skrzydła i złocistą sierść. Byłem pewny, że nigdy wcześniej jej nie widziałem. Zapytała mnie co robię na jej terenach, odpowiedziałem jej jednak jedynie ciszą. Dało mi to zrozumienia jedynie tyle, że musi być kimś dość ważnym, przywódczynią jakiegoś stada. Jej głos był jednak całkiem niepewny, co nieco mnie zdziwiło. Gdy odezwała się po raz kolejny starała się brzmieć pewniej, nie do końca jej do jednak wyszło. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że to może przeze mnie. Jej wzrok dość często padał na moje poroże, co w sumie zdarzało się często i u innych, tak więc mnie nie zdziwiło. Ale cóż - jak często widzi się pegaza z takimi rogami? 
-Nie miałem pojęcia, że te tereny do kogoś należą - odpowiedziałem w końcu charakterystycznym dla mnie, opanowanym, pozornie chłodnym tonem. Nie kłamałem, w sumie nieco mnie zdziwiła i nie do końca wiedziałem jak zachować się w tej sytuacji.
-W takim razie już masz - klacz odparła krótko. Czułem, że jej głos jest teraz bardziej opanowany niż przedtem. Być może dlatego, że dałem jej do zrozumienia iż nie mam żadnych złych zamiarów, zachowałem całkowity spokój.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu jedynie wpatrując się w siebie. Tak, jakbyśmy oboje oceniali siebie nawzajem. Klacz bez wątpienia była intrygującą istotą, było w niej coś tajemniczego.
-Mam rozumieć, że powinienem się stąd oddalić, tak? - zapytałem przerywając w końcu trwającą ciszę. Rozłożyłem swoje kruczoczarne skrzydła jakbym miał za chwilę wznieść się w powietrze, jednak pozostałem na swoim miejscu nie odrywając od niej wzroku.
<Golden Fallout?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Po chwili niepokojący dźwięk ustał, jednak ja dalej pozostając czujną, opuściłam grotę i udałam się w stronę przepaści. 
Rzuciłam się w dół i  sekundę przed kraksą rozłożyłam skrzydła. One postawiły powietrzu opór i poszybowałam - nisko tak, że kopytami mogłam dotykać skalistego podłoża. Wiatr rozwiewał moją ciemnozłotą grzywę i wichrzył połyskliwą sierść. Czułam prawdziwą, niekłamaną radość. W powietrzu skrzydła, które na lądzie wydawały się utrudnieniem, na lądzie, dodawały lekkości i stawały się najcudowniejszą rzeczą na świecie.
Dwa silne ruchy i szczyty Wind wydawały się przeszłością. Pozostał tylko nikły ślad daleko za mną. Przed moimi oczami jawiły się już góry Snowflake i zarys jeziora Troubled. Obniżyłam lot i gdy znalazłam  nad jeziorem z rozkoszą zanurzyłam w nim kopyta. Wciąż leciałam zataczając małe okręgi, a drobne kropelki wody pryskały między moimi kopytami.
Gdy doleciałam na brzeg, położyłam się i zanurzyłam jedno kopyto w wodzie.
- Co ty tu robisz? Wystawiasz się na pożarcie? - usłyszałam ciche prychnięcie
- O to samo mogłabym spytać ciebie - zerwałam się i ujrzałam czarną pegazicę - Może mi powiesz, że tu też panujesz?
- Nie. Ale panuję na klifach i nie pozwolę by kręcił się tam byle kto - warknęła i nastroszyła się cała.
- Więc wydajesz zakaz samej sobie i swoim pseudoskrzydłom? - zadrwiłam uderzając w czuły punkt i zauważyłam jak posyła w stronę swoich smukłych, drobnych, lecz umięśnionych skrzydeł nerwowe spojrzenia - Zaiste urocze.
<Elven? Grube disy D:>

Nowa Członkini - Mell

http://th07.deviantart.net/fs70/PRE/f/2013/126/1/6/commission__raeden_by_halo_ghost-d64cn0y.png 
Mell
--
Uzdrowicielka

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Stałam na klifie odprowadzając złotą wzrokiem. Silny wiatr smagał mnie po pysku. Nie mogłam tak tego zostawić. Klify były moje, a ja nie dam się prowokować południowym. Może i dobrze radziła sobie w powietrzu, może i potrafiła walczyć, ale ja też to umiałam.
Stanęłam dęba rżąc przy tym przeraźliwie, aby dać innym do zrozumienia kto tu rządzi, po czym skoczyłam przed siebie w szaleńczym galopie. Miałam długie silne nogi i smukłą, opływową sylwetkę, wprost stworzoną do biegania, które kochałam może tylko odrobinę mniej niż lot. Miałam wrażenie, że ścigam się z wiatrem. I wygrywam z nim.
Biegłam długo, w końcu wkroczyłam do lasów północy. Inne pegazy mijały je górą, poszycie było dla nich zbyt niebezpieczne. Ale ja się nie bałam. Uciekłabym każdemu. Pędziłam więc w ciemności, mimo iż był dopiero południe i unikałam nisko zawieszonych gałęzi, skakałam przez obalone pnie, a małe gryzonie uciekały z mojej drogi. Miałam ochotę się zaśmiać, ale tylko dodałam gazu.
Kiedy wypadłam z lasu nad jezioro, kształt nad górami, który mógł być sylwetką Golden Fallout, właśnie niknął za szczytami.
<Golden Fallout?>

czwartek, 21 sierpnia 2014

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Wzbiłam się w powietrze, po czym przestałam ruszać skrzydłami i szybko opadłam na poziom małych skalistych form na plaży. Wznowiłam lot i rozciągając skrzydła niemal na płasko manewrowałam między kamiennymi naroślami, jak zaczęłam je nazywać.
Następnie owinęłam się skrzydłami i korkociągiem przeleciałam przez wąską szczelinę w jednej z rzeźb. Kiedy ukończyłam tor przeszkód krzyknęłam do klaczy:
- Wracam na południe bo tu chyba sobie nie radzę.
Od niechcenia zasalutowałam i poleciałam w stronę szczytów Wind. 
Tam ułożyłam się w niewielkiej szczelinie i jeszcze długo miałam przed oczami wizję tej klaczy zdziwionej tym co wyczyniam. Pozwoliłam moim skrzydłom odpocząć i rozłożyłam je luźno po bokach. Odwróciłam głowę i popatrzyłam na nie.
Były piękne. Nawet w półmroku połyskiwały miedzią i złotem. Poruszyłam lekko lotkami na ich końcach obserwując lawinę mikroruchów, które teraz zasypały moje skrzydła.
Kochałam je. Na nich mogłam polegać, bo one nigdy mnie nie zawodzą. W przeciwieństwie do innych koni i całego świata.
Usłyszałam czyjeś kroki na półce nad szczeliną więc zerwałam się do gotowości i nasłuchiwałam dalej.

<Elven?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Nie bardzo wiedziałam o co chodzi tamtej, ale nie podobała mi się. Najpierw mnie wyzywa, a teraz?
Nie chciałam jednak z nią walczyć. Jeszcze nie.
- Jestem Golden Fallout, przywódczyni stada Perfect Grace - dumnie wypięła pierś. Zupełnie jakbym przez to miała bić jej pokłony.
- Cieszę się - burknęłam pod nosem - Długo zamierzasz tu jeszcze stać?
Tamta wydawała się być urażona i już myślałam że zmieniła zdanie i jednak zechce walczyć, ale ona tylko położyła po sobie uszy i zrobiła pewny krok w moją stronę.
- Nie, właściwie już odchodzę. Ale jeszcze się spotkamy, a wtedy nie daruję ci tak łatwo. Tylko jeden koń może panować w Latere.
Z tymi słowami uderzyła mocno skrzydłami w wzbiła się w górę. Dziwiło mnie, że tak dobrze radzi sobie z manewrami w powietrzu z tak dużymi skrzydłami. Powinna być szybka, nie zwinna. Ale z drugiej strony ja też latałam z ogromnymi prędkościami choć moje skrzydła nie były do tego stworzone.
Po raz pierwszy poczułam, że znalazł się ktoś dla mnie godny.

<Golden?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Rozłożyłam demonstracyjnie moje potężne skrzydła z rozpiętości dwa razy większe niż jej. Po przyjrzeniu się jej skrzydła były dłuższe, ale węższe, a do tego potężnie umięśnione, jednak na pierwszy rzut oka moje budziły grozę i respekt, a jej wydawały się no, nie umniejszając pospolite.
- A co jeśli zamierzam koteczku? - rzuciłam zadziornie
Ona spięła mięśnie i dopiero teraz zauważyłam, że jest ode mnie nieco większa.
- To przegrasz - powiedziała wypinając pierś do przodu. 
Stałyśmy tak mierząc się wzrokiem, opracowując taktykę i rozważając, która ma jakie słabości. Po chwili ona wróciła do normalnej postawy i parsknęła.
- Nie będę zniżać się do walczenia z amatorką. 
Złożyła skrzydła tak, że ich końce wystawały poza jej zad tworząc coś na kształt rogów na końcach jej ciała.
- Mogę cię zmiażdżyć jednym kopytem, a nie mam w zwyczaju zabijania.
Uderzyła jedną z przednich nóg w ziemię tak, że ziemia i resztki trawy poleciały prosto we mnie.
- Czy to oznacza twoją kapitulację i polubowne oddanie mi klifów? - spytałam i poruszyłam dwa razy skrzydłami, by trochę je rozruszać.
- Nigdy w życiu - zjeżyła i nastroszyła się.
- Więc musisz ze mną walczyć - powiedziałam nachylając lekko szyję.

<Elven?>

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Parsknęłam z pogardą.
- A to niby czemu? - zapytałam - Jesteś na mojej ziemi. Na klify nie wolno wchodzić byle komu.
Złota klacz spoglądała na mnie podejrzliwie.
- A to niby dlaczego?
Zrobiłam kilka kroków w jej stronę groźnie strosząc pióra. Tamta jednak nie cofnęła się i stała dumnie na krawędzi. Czułam, że czeka mnie dziś walka. Kolejna.
- Bo ja żądzę na klifach i nie pozwolę by kręcili się tu tacy jak ty - powiedziawszy to uderzyłam kopytem o ziemię - Lepiej uciekaj stąd ptaszyno, zanim stanie ci się krzywda. Północ to nie miejsce dla takich jak ty. Radzę ci poszukać szczęścia nad Calmness.
Złota nadal lustrowała mnie wzrokiem.
- O ile wiem, każdy może powalczyć o klify. Każdy pegaz bez wyjątku.
Czułam, że rękawica została rzucona.
- Chyba nie zamierzasz walczyć? - wyśmiałam ją.
Potrafiła się bić. I dobrze latała, to było pewne. Jej uderzenie bolało mnie, ale drugi raz nie dam się zaskoczyć. Nie bez powodu tak długo panowałam na klifach a pegazy rzadko rzucały mi wyzwania.
<Golden Fallout?>

Od Golden Fallout

Stojąc na szczycie Vesteros w górach Snowflake przyglądałam się moim sokolim wzrokiem całej krainie. Popatrzyłam  w stronę klifów i uświadomiłam sobie, że będę musiała stoczyć wiele walk by przyłączyć je do krainy. 
Nagle poderwałam się i podleciałam w górę zataczając małe kółka, tworząc korkociągi i pętle. Kiedy wbiłam się w chmury, poczułam wilgoć osiadającą na każdej cząsteczce mojego ciała i straciłam widoczność. By jak najszybciej pozbyć się tych uczuć zapikowałam i z ledwością zdążyłam się wypoziomować przed uderzeniem w ziemię i za razem pegaza spokojnie wypoczywającego na zboczu góry. 
Kiedy zawisłam w powietrzu zauważyłam, że ten pegaz jest ogierem. I że ma rogi. Nie róg jak unipeg. Rogi. Jak kozioł.
Powoli wylądowałam i niepewnie oraz z lekkim przestrachem spytałam:
- Kim-m jesteś i co robisz na moich terenach.
On otworzył jedno oko i uparcie milczał wpatrując się we mnie.
- Mów! - warknęłam próbując brzmieć groźnie, jednak było słychać w tym nutę histerii. Jednak przepraszam bardzo, ale chyba każdy poczułby się zlękniony jeśli patrzyłaby na niego hybryda pegaza i kozła.
<Omen?>

Od Golden Fallout CD Elven di Turi

Rozkoszowałam się chwilę uczuciem wiatru rozwiewającego grzywę i osuszającego złotą sierść.  Kiedy zwróciłam głowę w stronę nieba ujrzałam unoszącego się tam pegaza. Nie zaniepokoiłoby mnie to, gdyby nie fakt iż spoglądał prosto na mnie. 
Jego drapieżnie pochylona szyja i kopyto podwinięte pod brzuch jednoznacznie sugerowały, że zamierza atakować, bez patyczkowania się. Rozłożyłam moje ogromne, miedziane skrzydła i za jednym uderzeniem wzbiłam się w powietrze. Niebywale szybko wzbiłam się w górę, poza zasięg wzroku przeciwnika. 
Nie potrzeba było rozmowy, bym wiedziała, że rozejm nie wchodzi w grę. Wykonałam zwrot i zapikowałam prosto na łopatki pegaza uderzając między skrzydłami. 
Klacz, jak się okazało, jęknęła i uderzona z moim impetem poleciała prosto na piasek.
Mnie w ostatniej sekundzie udało się wypoziomować lot.
- Co do? - spróbowała się podnieść i przybrać waleczną pozę, lecz gdy wylądowałam przed nią, fala uderzeniowa rozchodząca się od moich skrzydeł zbiła ją z nóg. 
Widać było, iż klacz nie jest słaba, ale łopatki to nasz najczulszy punkt i każdy kto zostanie tam uderzony jest ogłupiony przez jakiś czas.
Tym razem pozwoliłam jej się podnieść, ale gdy zobaczyłam jak przyjmuje pozę do nacierania szyją, powiedziałam hardo:
- Nawet nie próbuj.
<Elven?>

Od Elven di Turi

Wiał silny wiatr od północy. Stałam na najwyższym klifie i wpatrywałam się we wzburzony ocean. Fale były wysokie i rozbijały się o fale z głośnym wrzaskiem. Rozłożyłam skrzydła rozkoszując się tą chwilą i skoczyłam. Tak po prostu. Przez chwilę, która trwała może sekundę lub dwie, ale dla mnie była wiecznością - spadałam. Głową w dół z wizją roztrzaskania się o morskie dno i ostre głazy. A tuż nad powierzchnią skrzydła uniosły mnie lekko nad wodę, którą mogłam teraz muskać kopytem. Kochałam latać. Chyba nic nie uszczęśliwiało mnie bardziej. Musiałam lawirować między skalami co nie należało do rzeczy prostych, tym bardziej, że leciałam z ogromną prędkością, a wiatr był naprawdę silny.
Latałam tak dłuższą chwilę, aż sól nie zaczęła szczypać mnie w oczy i wzbiłam się wysoko, tak, by wylądować znów na klifie. Otrzepałam się z wody i zaczęła przeczesywać wzrokiem okolicę. Klify stanowiły łakomy kąsek dla innych pegazów, a ja musiałam ich bronić.
Miałam sokoli wzrok i szybko dojrzałam złotego konia na jednym z moich klifów. Nie wyglądał na takiego, któremu zależałoby na zdobyciu władzy tutaj. Był zbyt delikatny, szlachetny. Bardziej pasował mi na południe od gór. Może się zgubił. Nic nie stało mi jednak na przeszkodzie, by przegonić intruza z mojej ziemi.
Jedno uderzenie potężnych skrzydeł i już byłam w powietrzu.
<Fallout?>

Nowy Członek - Omen

http://th00.deviantart.net/fs70/PRE/f/2013/010/b/b/commission__a_good_omen_by_halo_ghost-d5r3xl5.png 
Omen
--
Dowódca Wojwników

Od Golden Fallout

"Goodbye my friend, goodbye.
My love, you're in my heart.
It was preordained that we should part.
We're united by and by, united by and by.
Goodbye.
No handshake to endure, there was nothing."

Moje kopyta wystukiwały rytm na wąskiej ścieżce z plaży do naszego domu.
-Mamo? - krzyknęłam wysokim głosem, w którym brakowało chrypki, osoby którą zahartowało życie. Ale nikt nie jest zahartowany od urodzenia- Mamo?!
Położyłam skrzydła po sobie i przeszłam do kłusa. Było ciemno, ja byłam bezbronna, a z morza, tą porą roku wyłaniały się wyjątkowo groźne each-uisge, dla których nie byłam daleką krewną tylko mięsem.
Kiedy przekroczyłam próg jaskini wznowiłam cichy okrzyk:
-Mamo?!
Weszłam wgłąb jaskini i omal nie zemdlałam widząc bezwładne ciało mojej kochanej mamy leżące na ziemi.
................................................................................................................................................................
Wynurzyłam się powoli z wody wystawiając na brzegu kopyto, za kopytem, na piasek zawilgocony przez słoną wodę. Kiedy wynurzyłam się całkowicie rozłożyłam skrzydła i poruszyłam nimi by strzepać z nich kropelki wody. Po chwili moim ciałem wstrząsnął rytmiczny dreszcz, powodując częściowe jego osuszenie.
Rozejrzałam się i ostrożnie przeszłam kawałek w stronę klifów okalających plażę. Miałam wrażenie, że ujrzałam tam pegaza, lub jego cień. Nie przejmując się tym dłużej stanęłam na szczycie klifu i obejrzałam panoramę morza. Kiedy odwróciłam się ujrzałam polanę, zarys lasu i gór. To jest to miejsce. Tu założę stado.

Nowa Członkini - Elven di Turi

http://kohuku.ru/uploads/forum/images/2014-03/1394946175pegasus_by_limontea-d57o12c.jpg 
Elven di Turi
 --
Pani na Klifach

Nowa Członkini - Golden Fallout

http://th02.deviantart.net/fs70/PRE/f/2012/226/6/3/638f55c11a5c35d08631e13756c9b7ea-d5b5963.png 
Golden Fallout
--
Przywódczyni Stada

Otwarcie!

Witam!
Po dniach ciężkiej batalii toczonej z bloggerem i szablonem z radością informuję o otwarciu bloga Perfect Grace!
Czym on jest? 
Najprościej mówiąc blogiem RPG, gdzie wcielamy się w postać konia, pegaza lub jednorożca należącego do stada o nazwie właśnie Perfect Grace. Tworzymy postać, piszemy opowiadania, a naszym jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia!
Co on ma na celu?
Rozwijanie wyobraźni, poznawanie ciekawych ludzi i dobra zabawa przede wszystkim.
Zapraszam do dołączania.
--
julz1996