Ta marna gnida pozwalała sobie na zbyt wiele. Mogła sobie wyobrażać, że już zawsze będzie panowała na klifach, ale ja zamierzałam pomóc jej to zaklasyfikować jako 'marzenie nie do spełnienia'
Otrzepałam się, po czym przeskakując nad mulastym brzegiem zanurzając się w zimnej, krystalicznie czystej wodzie i poczułam jak warstwa zaschniętych już błota i mułu opada z moich skrzydeł i te znowu stają się lekkie.
Dopłynęłam do brzegu i otrzepałam się. Zamachałam skrzydłami i wzniosłam się w powietrze. Lot dodawał mi otuchy susząc i rozczesując swoimi długimi palcami moją splątaną sierść, grzywę i ogon. Przelatując nad klifami zniżyłam lot i zauważyłam czarną pegacicę leżącą spokojnie na trawie.
Dostrzegłam okazję i wylądowałam przydeptując ciężkim kopytem smukłe skrzydło. Klacz wybudziła się z półsnu i krzyknęła.
- Nie szarp się bo się połamiesz - warknęłam kipiąc wściekłością
Ta jednak nie zaprzestała i próbowała wyszarpnąć się z mojego żelaznego uścisku.
- Uspokój się.
- Złaź ze mnie - sapnęła próbując wstać. Jednak byłam silna, a sen pozostawił swoje piętno, czyniąc ją słabszą, przez zaspanie.
- Nie. Jeśli jeszcze raz potraktujesz mnie w ten sposób, złamię ci kark. Albo lepiej. Skrzydła. I już nigdy nie polecisz 'Pani na Klifach'. Zrozumiałaś? - powiedziałam i kiedy spotkałam się z zerowym odzewem dodałam - Czyli tak. A teraz przestaję marnować czas i lecę odpocząć - powiedziałam schodząc z jej skrzydła i odlatując pozostawiając ją w osłupieniu.
Kiedy leciałam w stronę łąk zrozumiałam, że to co zrobiłam było bezmyślnie okrutne i do bram mojego umysły zaczęło pukać sumienie.
<Elven?>
Otrzepałam się, po czym przeskakując nad mulastym brzegiem zanurzając się w zimnej, krystalicznie czystej wodzie i poczułam jak warstwa zaschniętych już błota i mułu opada z moich skrzydeł i te znowu stają się lekkie.
Dopłynęłam do brzegu i otrzepałam się. Zamachałam skrzydłami i wzniosłam się w powietrze. Lot dodawał mi otuchy susząc i rozczesując swoimi długimi palcami moją splątaną sierść, grzywę i ogon. Przelatując nad klifami zniżyłam lot i zauważyłam czarną pegacicę leżącą spokojnie na trawie.
Dostrzegłam okazję i wylądowałam przydeptując ciężkim kopytem smukłe skrzydło. Klacz wybudziła się z półsnu i krzyknęła.
- Nie szarp się bo się połamiesz - warknęłam kipiąc wściekłością
Ta jednak nie zaprzestała i próbowała wyszarpnąć się z mojego żelaznego uścisku.
- Uspokój się.
- Złaź ze mnie - sapnęła próbując wstać. Jednak byłam silna, a sen pozostawił swoje piętno, czyniąc ją słabszą, przez zaspanie.
- Nie. Jeśli jeszcze raz potraktujesz mnie w ten sposób, złamię ci kark. Albo lepiej. Skrzydła. I już nigdy nie polecisz 'Pani na Klifach'. Zrozumiałaś? - powiedziałam i kiedy spotkałam się z zerowym odzewem dodałam - Czyli tak. A teraz przestaję marnować czas i lecę odpocząć - powiedziałam schodząc z jej skrzydła i odlatując pozostawiając ją w osłupieniu.
Kiedy leciałam w stronę łąk zrozumiałam, że to co zrobiłam było bezmyślnie okrutne i do bram mojego umysły zaczęło pukać sumienie.
<Elven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz