Głośno wypuściłam powietrze i zarzuciłam szyją. Nie zamierzałam atakować. Jeszcze. Nie byłam całkiem sprawna i miałam świadomość iż potyczka może wyjść na moją niekorzyść.
Będę czekała cierpliwie na jej potknięcie a wtedy zaatakuję. I nie będę miała już litości.
Zobaczymy czy Perfect Grace poradzi sobie bez przywódczyni.
Tymczasem złota ze zdziwieniem oglądała jak na powrót wskakuję do małego jeziorka i pływam gdyby nigdy nic, zaśmiewając się przy tym jak rasowa psychopatka. Kiedy dopłynęłam do skałek tworzących maleńki wodospad wspięłam się na nie i stojąc na szczycie, ociekająca wodą, podczas gdy moja sierść nabrała granatowej barwy, groźna niczym burza zawołałam:
- Będziesz musiała się pogodzić z tym, że nie ty jedna sprawujesz władzę nad Latere, a klify słuchają swej pani.
Po tych słowach odeszłam spokojnie, pozostawiając Golden Fallout z wykrzywioną miną. Ale nie będzie mnie goniła. Ona też wiedziała, że to jeszcze nie ten moment.
Do czasu...
<Fallout?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz