sobota, 23 sierpnia 2014

Od Elven di Turi CD Golden Fallout

Stanęłam dęba. Muszę przyznać, że widok czarnego jak noc pegaza, stojącego na zadnich nogach, młucącego powietrze przednimi kopytami, dodatkowo bijącego "śmiesznymi" skrzydłami, przeraża każdego.
A kiedy jeszcze ten pegaz skacze i rzuca się na ciebie galopem...
Złota w panice cofnęła się i potknęła, upadając w błotniste wody jeziora. Szybko jednak się podniosła.
Parsknęłam śmiechem.
- Pani przywódczyni chyba nie radzi sobie w trudnym terenie? Uroczo.
Powiedziałam sarkastycznie tak, jak ona. Patrzyłam jak gramoli się z bagna, jak jej złota sierść staje się ciemnokasztanowata. Jak jej ogromne skrzydła stają się niezdolne do lotu pod ciężarem błota. 
Stała się bezbronna. 
Zrobiłam krok w jej stronę. Moje długie nogi doskonale sprawdzały się w takim terenie, podobnie jak skrzydła których wielkość była teraz ogromnym plusem.
- Możesz panować sobie nad całą Latere - wyszeptałam - Możesz rządzić wszystkimi końmi. Tereny od Łąk na południu, przez góry, cała Guide i plaża. Ale zapamiętaj jedno.
Stanęłam teraz tak blisko, że czułam jej ciepły oddech na skórze.
- Klifów nie dostaniesz.
Złota ruszyła na mnie. Wyskoczyła z bagna i już chciała powtórzyć swoją dawną sztuczkę - uderzyć mnie w łopatki - ale tym razem nie dałam się nabrać. Uderzyłam skrzydłami i wzniosłam się w górę. Fallout drasnęła mnie jedynie w tylną nogę. Ale to było nieważne. Ja mogłam odlecieć. Ona była uziemiona. Jeden do jednego piękna.

<Golden Fallout?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz