Popatrzyłam na nią zszokowana. Miałam ochotę polecieć za nią i pokazać jej miejsce w szeregu, jednak w mojej głowie tkwiły jej słowa. 'Klify słuchają swej pani'. Uświadomiłam sobie, że to groźba. Uzasadniona, ale groźba. Jednak musiałam przyznać jej rację. Ona znała klify, ja nie. Znała zakamarki i wiele forteli możliwych tylko tam.
Wiedziałam, że czarna nie podda się łatwo. Atakując ją po raz pierwszy wypowiedziałam jej wojnę. A wojna nie zna litości. Jedna ulegnie, albo jedna umrze. Poddanie się to utrata godności, honoru i podeptanie dumy. Obie wolałyśmy stracić życie, niż zatracić się i ratując własny ogon zaprzedać duszę.
- Godność, honor, duma. -szepnęłam - Wybacz, ale to ja wygram i ich obronię.
Popatrzyłam na miejsce gdzie czarna zniknęła. Zarżałam przenikliwie i pierwszy raz nasza wojna została wypowiedziana werbalnie.
<Elven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz