czwartek, 21 sierpnia 2014

Od Golden Fallout

"Goodbye my friend, goodbye.
My love, you're in my heart.
It was preordained that we should part.
We're united by and by, united by and by.
Goodbye.
No handshake to endure, there was nothing."

Moje kopyta wystukiwały rytm na wąskiej ścieżce z plaży do naszego domu.
-Mamo? - krzyknęłam wysokim głosem, w którym brakowało chrypki, osoby którą zahartowało życie. Ale nikt nie jest zahartowany od urodzenia- Mamo?!
Położyłam skrzydła po sobie i przeszłam do kłusa. Było ciemno, ja byłam bezbronna, a z morza, tą porą roku wyłaniały się wyjątkowo groźne each-uisge, dla których nie byłam daleką krewną tylko mięsem.
Kiedy przekroczyłam próg jaskini wznowiłam cichy okrzyk:
-Mamo?!
Weszłam wgłąb jaskini i omal nie zemdlałam widząc bezwładne ciało mojej kochanej mamy leżące na ziemi.
................................................................................................................................................................
Wynurzyłam się powoli z wody wystawiając na brzegu kopyto, za kopytem, na piasek zawilgocony przez słoną wodę. Kiedy wynurzyłam się całkowicie rozłożyłam skrzydła i poruszyłam nimi by strzepać z nich kropelki wody. Po chwili moim ciałem wstrząsnął rytmiczny dreszcz, powodując częściowe jego osuszenie.
Rozejrzałam się i ostrożnie przeszłam kawałek w stronę klifów okalających plażę. Miałam wrażenie, że ujrzałam tam pegaza, lub jego cień. Nie przejmując się tym dłużej stanęłam na szczycie klifu i obejrzałam panoramę morza. Kiedy odwróciłam się ujrzałam polanę, zarys lasu i gór. To jest to miejsce. Tu założę stado.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz