Stałam osłupiała na klifach. Skrzydło bolało mnie jak cholera, a duma stała na trawie i ciągnęła mnie za ogon. Stanęłam dęba i uderzyłam przednimi kopytami o ziemię. Byłam wściekła.
Ta złociutka jeszcze się doigra. Golden Fallout. Splunęłam.
Szybko otrząsnęłam się i ignorując ból wzbiłam się w powietrze. Obrałam kierunek południowy. Leciało mi się ciężko i wolno, stanowczo zbyt wolno. Kiedy byłam zaledwie nad lasem Północnym poczułam, że nie dam rady polecieć dalej. Szybko obniżyłam lot i nisko nad ziemią straciłam panowanie. Runęłam w dół. Dosłownie. Znajdowałam się tuż nad Bordveil. Z głośnym 'chlup' wpadłam do krystalicznej wody, a moje kopyta dotknęły dna.
Kiedy wygramoliłam się z wody obejrzałam moje skrzydło. Na szczęście nie było złamane, a jedynie poobijane. Mimo tego czekała mnie noc w jaskini. Do rana nie dam rady wylecieć. Czułam do oczu napływają mi łzy wściekłości, ale zamrugałam powiekami, by je ukryć. Jestem twarda.
<Golden Fallout?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz