Stałam na klifie odprowadzając złotą wzrokiem. Silny wiatr smagał mnie po pysku. Nie mogłam tak tego zostawić. Klify były moje, a ja nie dam się prowokować południowym. Może i dobrze radziła sobie w powietrzu, może i potrafiła walczyć, ale ja też to umiałam.
Stanęłam dęba rżąc przy tym przeraźliwie, aby dać innym do zrozumienia kto tu rządzi, po czym skoczyłam przed siebie w szaleńczym galopie. Miałam długie silne nogi i smukłą, opływową sylwetkę, wprost stworzoną do biegania, które kochałam może tylko odrobinę mniej niż lot. Miałam wrażenie, że ścigam się z wiatrem. I wygrywam z nim.
Biegłam długo, w końcu wkroczyłam do lasów północy. Inne pegazy mijały je górą, poszycie było dla nich zbyt niebezpieczne. Ale ja się nie bałam. Uciekłabym każdemu. Pędziłam więc w ciemności, mimo iż był dopiero południe i unikałam nisko zawieszonych gałęzi, skakałam przez obalone pnie, a małe gryzonie uciekały z mojej drogi. Miałam ochotę się zaśmiać, ale tylko dodałam gazu.
Kiedy wypadłam z lasu nad jezioro, kształt nad górami, który mógł być sylwetką Golden Fallout, właśnie niknął za szczytami.
<Golden Fallout?>
Stanęłam dęba rżąc przy tym przeraźliwie, aby dać innym do zrozumienia kto tu rządzi, po czym skoczyłam przed siebie w szaleńczym galopie. Miałam długie silne nogi i smukłą, opływową sylwetkę, wprost stworzoną do biegania, które kochałam może tylko odrobinę mniej niż lot. Miałam wrażenie, że ścigam się z wiatrem. I wygrywam z nim.
Biegłam długo, w końcu wkroczyłam do lasów północy. Inne pegazy mijały je górą, poszycie było dla nich zbyt niebezpieczne. Ale ja się nie bałam. Uciekłabym każdemu. Pędziłam więc w ciemności, mimo iż był dopiero południe i unikałam nisko zawieszonych gałęzi, skakałam przez obalone pnie, a małe gryzonie uciekały z mojej drogi. Miałam ochotę się zaśmiać, ale tylko dodałam gazu.
Kiedy wypadłam z lasu nad jezioro, kształt nad górami, który mógł być sylwetką Golden Fallout, właśnie niknął za szczytami.
<Golden Fallout?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz