Rozkoszowałam się chwilę uczuciem wiatru rozwiewającego grzywę i osuszającego złotą sierść. Kiedy zwróciłam głowę w stronę nieba ujrzałam unoszącego się tam pegaza. Nie zaniepokoiłoby mnie to, gdyby nie fakt iż spoglądał prosto na mnie.
Jego drapieżnie pochylona szyja i kopyto podwinięte pod brzuch jednoznacznie sugerowały, że zamierza atakować, bez patyczkowania się. Rozłożyłam moje ogromne, miedziane skrzydła i za jednym uderzeniem wzbiłam się w powietrze. Niebywale szybko wzbiłam się w górę, poza zasięg wzroku przeciwnika.
Nie potrzeba było rozmowy, bym wiedziała, że rozejm nie wchodzi w grę. Wykonałam zwrot i zapikowałam prosto na łopatki pegaza uderzając między skrzydłami.
Klacz, jak się okazało, jęknęła i uderzona z moim impetem poleciała prosto na piasek.
Mnie w ostatniej sekundzie udało się wypoziomować lot.
- Co do? - spróbowała się podnieść i przybrać waleczną pozę, lecz gdy wylądowałam przed nią, fala uderzeniowa rozchodząca się od moich skrzydeł zbiła ją z nóg.
Widać było, iż klacz nie jest słaba, ale łopatki to nasz najczulszy punkt i każdy kto zostanie tam uderzony jest ogłupiony przez jakiś czas.
Tym razem pozwoliłam jej się podnieść, ale gdy zobaczyłam jak przyjmuje pozę do nacierania szyją, powiedziałam hardo:
- Nawet nie próbuj.
<Elven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz